niedziela, 13 września 2015

10

~Lena~
Minął tydzień od feralnego włamania do mojego domu. Przez ten czas tułałam się od dziewczyny do dziewczyny z drużyny. Mateusz dał mi warunek , że śpię u niego albo u koleżanki , bo do domu nie pozwoli mi wrócić. Przez cały czas czułam się obserwowana. Jedynym miejscem gdzie czułam się bezpiecznie była łazienka lub trening...
Dziś jest dzień meczu. Wczoraj musiałam nocować niestety u Mateusza..
Rano wstałam z łóżka , przeczesując swoje blond włosy. Chłopak spał rozwalony na łóżku miał na sobie tylko bokserki z Calvina Kleina. Jego każdy mięsień na plecach naprężył się , a dłonie zacisnęły się na białej pościeli...Po chwili zdałam sobie sprawę ,że stoję i wpatruję się w śpiącego chłopaka.
Otrząsnęłam się i skierowałam się w stronę łazienki biorąc czarne dresy z nike i białą bokserkę. Zamykając drzwi od łazienki ,sprawdziłam dwa razy zamek od drzwi zanim zaczęłam się przebierać...
Po szybkim prysznicu i przebraniu się , weszłam po cichu do pokoju chłopaka myśląc , że zostanę tam go jeszcze śpiącego w najlepsze, ale go nie było już w łóżku pokój był pusty.
Chwyciłam moją torbę przygotowaną na mecz i wyszłam z pokoju kierując się w stronę drzwi. Moja dłoń chwyciła już klamkę od drzwi gdy nagle zostałam pociągnięta do tyłu.
-Już uciekasz księżniczko- powiedział głos Mateusza.
-mhm- mruknęłam niechętnie
-Aaaa no tak masz mecz - chłopak podrapał się po karku jak to zawsze robił gdy o czymś zapomniał. Popatrzyłam na niego i wyszłam. Nie wiem dlaczego ale nie mam ochoty na niego patrzeć, rozmawiać. Wsiadłam do autobusu linii numer 15 która jedzie pod samą hale...
Siedziałam sama w szatni było jeszcze ponad 2h do meczu. Gdyby Gabryś żył by był w tym dniu na hali ze mną. Moje rozmyślenia przerwała znowu ta blondynka , która weszła do szatni
-A po co Ty tu ? -zapytałam
-Trener kazał mi przyjść- powiedziała wieszając kurtkę. Ja nic już nie mówiąc wzięłam opaskę kapitana i wyszłam na parkiet...
Początek meczu na trybunach zauważyłam Mateusza , Szymona i chłopaków których nie znam. Przywitałam się z sędziami. Dziś do dyspozycji miałam w składzie Monie. Silna rozgrywająca przyszła do nas z innego klubu. Przed wejściem na sale dziewczyna wygląda jak szara myszka...
Mecz się zaczął idziemy łeb w łeb gdy nagle gwizdek sędziego.
Sędzia główny podchodzi do naszego trenera gdy nagle przerywa cały mecz. Trener zawołał mnie gestem ręki , podbiegłam do niego
-Chuda chcą przeszukać Twoją torbę coś Ty dziewczyno nawyrabiała- trener skracał mnie wzrokiem
-Trenerze ja nic- mówiłam pewna siebie każdy z widowni patrzył na naszą dwójkę. Spojrzałam ukradkiem w to miejsce gdzie wcześniej widziałam Mateusza. Nie był go.. Z szatni wyszli sędziowie z dopingiem. Ja zbladłam i stanęłam dęba.
-Doping znaleziony w torbie Pana zawodniczki z numerem 87.- To była torba Moni  spojrzałam na dziewczynę , która była zdezorientowana. Mogę dać sobie rękę uciąć , że Monia nigdy by nie wzięła dopingu...
Sytuacja z meczu została wyjaśniona. Doping podłożyła do torby Moni ta nowa dziewczyna pusta blondyna. Trener wyrzucił przy wszystkich ją z klubu. A mecz , który został przerwany natychmiast wznowiliśmy. Bohaterem meczu została Daga trafiła punkty , które przyczyniły się do wygranej.
 Tak zostałyśmy MISTRZAMI!
 Furia która po zdobyciu mistrzostwa działa się na trybunach będzie w mojej pamięci do końca życia tak samo jak łzy , które poleciały po nałożeniu na moją szyje złotego krążka...
 Teraz wraz z chłopakami , Dagą i Monią siedzimy w mlecznym barze na szejkach.
 Uwielbiałam takie miejsca czerwone siedzenia , muzyka grająca i wystrój każdego dnia inny. Podjechała do nas młoda kelnerka na wrotkach z szerokim uśmiechem na twarzy czekając na zamówienie.
- 8 szejków czekoladowych- powiedział Mateusz z szerokim uśmiechem.
 Młoda dziewczyna zanotowała zamówienie i odjechała. Zaczęłam rozglądać się po lokalu w którym mieścił się mleczny bar. Gdy nagle natrafiłam na znajomą twarz... To był twarz Gabrysia.. To nie może być prawda.. Czerwone kanapy zrobiły się bardziej wyraziste a muzyka przeszła w tło..
Nagłe uderzenie gorąca dało po sobie znać. Zrobiłam się czerwona a mój oddech stał się płytki. W tle słyszałam pytania dziewczyn czy dobrze się czuję. Nie mogłam dużej tu wytrzymać wstałam od stolika wzięłam swoją torbę i spojrzałam na grupkę
-wypijcie za mnie nie mam ochoty muszę się przejść...-powiedziałam po cichu i wyszłam z mlecznego baru...
Zimne powietrze otuliło moją twarz i ochłodziło mnie. Tego było mi trzeba...
-------------------------------------
Kochani!!
Bardzo przepraszam za moją  nie obecność na blogu.. Miałam problemy ze zdrowiem, przeniosłam się do nowej szkoły i do tego kilka jeszcze problemów przez które nie mogłam wejść na bloga :(
Mam nadzieje , że wam się spodoba :)Życzę wam miłego kolejnego tygodnia
ROZDZIAŁ NIE SPRAWDZANY , WIĘC PRZEPRASZAM ZA BŁĘDY..

3 komentarze:

  1. To jest genialne opowiadanie. Ty jesteś genialna piszesz naj lepiej rób to dalej. Troszkę ciekawi mnie co zrobi dalej Mateusz.

    OdpowiedzUsuń
  2. W końcu wróciłaś! Czekałam, aż się doczekałam ^^
    Wspaniały rozdział, z resztą, jak każde.
    Już myślałam, że ten doping znaleziono w torbie Leny. Dobrze, że sprawa się rozwiązała i, że wygrały! ;D
    Męczy Mnie sprawa z Mateuszem i tym, że Lena widziała twarz Gabrysia.
    Czekam na next i weny życzę! ;D

    http://mojeniepenosci.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. Witam!
    Niemal codziennie sprawdzałam bloga i w końcu jest!
    Rozdział chyba mój ulubiony!
    Mateusz! Dupku! Zostaw Lene!
    (sry za dużo żelków)
    Życzę dużo dużo weny i zdrówka!
    Ja też mam dzisiaj katar ;'( Do tego na w-fie byliśmy na boisku a było zimno w uj. ;')
    Ale już nie zamęczam!
    Buziaczki :*
    Ally Anne

    OdpowiedzUsuń